|
Powrót
Drugi dzień sierpnia był dla wielu mieszkańców Zielonej Góry początkiem drogi miłości i próby ludzkich sił. Tego dnia o godzinie 6:00 Eucharystia rozpoczęła XIX Pieszą Pielgrzymkę z Zielonej Góry na Jasną Górę. W kościele pod wezwaniem Świętej Jadwigi był obecny ksiądz Biskup Ordynariusz Adam Dyczkowski, który odprawiając Mszę Świętą pobłogosławił sześciu grupom wyruszającym do Sanktuarium Maryjnego. Były to: Gubin w liczbie 90 pielgrzymów pod białą flagą idący z ks. Radosławem Szymańskim, Krosno liczące 100 osób w biało - żółtych barwach pod przewodnictwem ks. Krzysztofa Mrukowicza; oraz cztery grupy zielonogórskie: biało - zielona - grupa akademicka z parafii p.w. Świętego Józefa Oblubieńca z ks. Krzysztofem Koczem i ks. Jarosławem Leśnym licząca 170 pielgrzymów; błękitna z parafii p.w. Matki Boskiej Częstochowskiej z ks. Jarosławem Bagińskim licząca 110 osób; fioletowa w liczbie 55 pielgrzymów z parafii p.w. Świętej Jadwigi z ks. Henrykiem Kaliszukiem oraz grupa zielona licząca 90 osób idąca z parafii p.w. Najświętszego Zbawiciela z ks. Mieczysławem Garczyńskim i ks. Zbigniewem Zdanowiczem.
Kierownikiem pielgrzymki zielonogórskiej liczącej w sumie 615 uczestników był ks. Krzysztof Kocz, który w tym roku na prośbę ks. Biskupa wraz ze studentami Duszpasterstwa Akademickiego "Stodoła", wyznaczył nową trasę wędrowania. Po raz pierwszy grupa z Zielonej Góry wyruszyła samodzielnie na szlak pielgrzymkowy tworząc w ten sposób jedną z trzech grup naszej diecezji: Głogów , Zielona Góra i Gorzów, które łączą się przed Jasną Górą i wchodzą jako jedna pielgrzymka Diecezji Zielonogórsko - Gorzowskiej.
Żegnani przez mieszkańców Zielonej Góry przeszliśmy ulicami miasta śpiewając pieśni na cześć Najwyższego i Matki Boskiej. Od tej chwili przez następnych 340 kilometrów ulice miast, szosy i ścieżki leśne miały stać się miejscem naszej modlitwy, śpiewu, zadumania, kształtowania charakteru i radosnego świadczenia o Chrystusie żyjącym.
Radosny śpiew, który oznajmiał nasze przejście był możliwy dzięki grupie muzycznej. Każdy pielgrzym wie, że z nim na ustach wędruje się lżej i czas płynie szybciej. Śpiewanie byłoby niemożliwe bez nagłośnienia czyli tub, które dzielnie dźwigali bracia pielgrzymkowi. Całymi dniami towarzyszyły nam głosy płynące z mikrofonów. Poczynając od porannej modlitwy śpiewem Godzinek poprzez wsłuchiwanie się w treść konferencji głoszonych przez zaproszonych księży z innych grup, modlitwę Koronką do Miłosierdzia Bożego, Różaniec aż do modlitw wieczornych. Wszystko to było wypełnione śpiewem, pląsami i konkursami urozmaicającymi drogę.
Każdy dzień w trakcie którego trzeba było przemierzyć od 25 do 45 kilometrów, podzielony był na etapy 6-8 kilometrowe. Koniec etapu oznaczał odpoczynek na łące, bądź przy parafii w danej wiosce. Tego roku pielgrzymi nie mogli narzekać ani na pragnienie ani na głód, gdyż spotkali się z wręcz zaskakującą gościnnością i hojnością ze strony mieszkańców odwiedzanych miejscowości. Parafianie z niespotykaną otwartością i radością witali pielgrzymów częstując nas tym, czym mieli, często też przygotowywali specjalnie dla nas posiłki. Były one tak obfite, że nie można nazwać ich po prostu poczęstunkiem. Nie zabrakło nam więc jabłek, ciasta, bułek słodkich, kanapek, wody, kompotu, itd. Trzeba przyznać, że kuchnia pielgrzymkowa, która jechała z nami, nie miała z tego powodu zbyt dużego pola do popisu. Przyszedł jednak czas i na nich. W porze obiadowej byliśmy raczeni pożywnymi zupami gotowanymi pod czujnym okiem szefa kuchni - pana Sławomira Boberskiego rodem z Krosna.
Po całodniowym marszu przychodził czas na odpoczynek. Zapewniali nam go kwatermistrzowie, a więc: ks. Jarosław Leśny, Paweł Nowak i Mariusz Kaczor. W tym miejscu znów nie można pominąć wielkoduszności mieszkańców Siedliska, Szlichtyngowej, Góry, Rawicza, Milicza, Wielunia, Kolonii Lisowice i Kołbucka, którzy przyjmowali nas do własnych domów. Zdarzało się i tak, że spaliśmy w szkołach czy internatach, ale czym byłaby pielgrzymka bez możliwości wykorzystania karimaty i śpiwora. Poza tym, szkoły w tym roku nie były tak do końca pozbawione wygód; np. w Siedlisku pielgrzymi nocujący na sali gimnastycznej zostali podjęci obfitą kolacją, a potem pysznym śniadaniem przygotowanym przez parafian. Zasługa ich jest tym większa, że śniadanie było o godz. 6:00. O której, więc musieli wstać gospodarze, aby je nam przygotować?
Właśnie tak wielkie serca otwierały się przed nami, którzy nieśliśmy swoje modlitwy przed Tron Pani Jasnogórskiej. Każdy dzień wieńczył apel wieczorny o różnym charakterze. Była i adoracja Najświętszego Sakramentu, i nabożeństwo pokutne. Składane były świadectwa nawrócenia, organizowane zabawy z tańcami integracyjnymi a w przeddzień wejścia do Częstochowy odbyła się wieczornica z podziękowaniami i śłodkościami. Młodzież Rawicza przygotowała dla pielgrzymów koncert ewangelizacyjny, na który odpowiedzieliśmy bardzo spontanicznie i kościół w ten wieczór przypominał wejście króla Dawida do Jerozolimy tańczącego na chwałę Pana.
Myślę, że nie przesadzę mówiąc, iż wizyta u służby medycznej, nad którą opiekę sprawowała lekarz medycyny Anita Dolecińska, jest niejako wieczornym rytuałem pielgrzyma. Medyczni do późna w nocy służyli tym, którzy potrzebowali pomocy; przebijali pęcherze, robili okłady na obolałe stopy, masowali nogi i tysiące jeszcze innych rzeczy, byleby tylko ulżyć bratu i siostrze. Byli gotowi i pełni poświęcenia, dwoili się i troili nie tylko wieczorami, ale i na postojach i w każdej chwili, gdy zaistniała potrzeba. Wszystko po to, by nogi niosły pielgrzyma przez setki kilometrów do Matki.
Niewątpliwie głównym ogniwem każdego dnia była Eucharystia, którą przeżywaliśmy nie tylko w świątyniach, ale i na łonie natury. Abyśmy mogli czynnie włączyć się w uczestnictwo we Mszy Świętej, każda z grup w wyznaczonym dniu przygotowywała oprawę liturgii Eucharystii.
Nasze bezpieczeństwo powierzyliśmy samemu Bogu i Matce Jego, a On strzegł nas pilnie posługując się porządkowymi. Każda grupa miała swoich porządkowych, którzy szli na czele w środku i na końcu grupy. Do ich obowiązków należało kierowanie ruchem ulicznym i pilnowanie, aby grupa szła w zwartej kolumnie. Można ich nazwać podwójnymi pielgrzymami, gdyż oprócz normalnego maszerowania tak jak reszta grupy, byli oni często zmuszeni do biegania z końca grupy na początek i z powrotem. Ich praca wymagała nie tylko wzmożonego wysiłku, ale i ogromnej koncentracji, gdyż byli oni odpowiedzialni za bezpieczeństwo grupy i swoje. Porządkowi jednak nie narzekali na swój los. Zaprawieni w bieganiu, nawet na postojach nie chcieli odpoczywać. Dlatego też odbył się mecz piłki nożnej - drużyna księży i kleryków przeciwko porządkowym. Walka była zacięta i honorowa. Zwyciężyli księża wraz z klerykami. Powód może być podwójny: po pierwsze, porządkowi musieli być bardziej zmęczeni z wiadomych przyczyn, a po drugie, chyba jednak księża maja "większe plecy" na Górze.
Przyszedł w końcu ostatni dzień. Dzień, w którym mieliśmy ujrzeć Oblicze Pani Jasnogórskiej. Nie mogliśmy jednak stanąć przed Nią tak po prostu, bez odświętnego stroju nie tylko dla ciała, ale i dla duszy. Zanim weszliśmy do Częstochowy zatrzymaliśmy się na górce, którą nazwaliśmy "przeprośną". Tu należało zrobić rachunek sumienia i pojednać się z bratem i siostrą. W drodze mogły zdarzyć się nieporozumienia i przykrości. "Przeprośna Górka" to odpowiednie miejsce, aby naprawić to zło, które się stało. Na tym miejscu popłynęło wiele łez żalu i szczęścia, wiele pocałunków spoczęło na policzkach i wiele ramion splotło się w gorących uściskach. Był to również czas na podziękowania. Ksiądz przewodnik wyrażał wdzięczność i uznanie dla każdej z grup składając na ręce opiekuna grupy drobny upominek i reklamówkę pełną cukierków. Teraz już nic nie mogło zmącić radości płynącej z faktu, że oto wkraczamy do Częstochowy.
Osiągnęliśmy cel naszego wędrowania. 12 sierpnia cała pielgrzymka naszej Diecezji stanęła pod Wałami Jasnej Góry. Każda grupa odświętnie ubrana, w barwach, pod którymi kroczyli. Flagi powiewały na wietrze, balony unosiły się w rękach podniesionych wysoko, słychać było radosny śpiew stęsknionych pielgrzymów, dla których widok wierzy Sanktuarium Maryjnego był jak świt dla strażnika czuwającego nocą. Każda grupa podchodziła pod Wały, przyklękała, w tym czasie ksiądz przewodnik, stojący już na Wałach, prezentował wchodzącą grupę podając ilu liczy pielgrzymów, kto jest najstarszy, kto zaś najmłodszy, kto jest opiekunem grupy, kto posługuje muzycznie, medycznie, jako porządkowy, itd. Przedstawiona grupa robiła miejsce następnej, siadając pod Wałami. Kiedy cała pielgrzymka z Diecezji Zielonogórsko-Gorzowskiej stanęła u bram, przyszedł czas na oddanie pokłonu Bogu i Pani Jasnogórskiej. Plac przed wałami klasztoru został usłany ludzkimi krzyżami. Pielgrzymi trwali tak przez chwilę z rozpostartymi ramionami, po czym trzymając się za ręce przeszli, w szpalerze utworzonym przez porządkowych, do Kaplicy Matki Boskiej Częstochowskiej aby po przywitaniu Tej do której zdążali przejść do Bazyliki gdzie o godz. 12:00 została odprawiona uroczysta Msza Święta. Eucharystii przewodniczył ks. Biskup Edward Dajczak a świątynia była wypełniona po brzegi zdrożonymi ale pełnymi dumy i szczęścia pielgrzymami.
Po Eucharystii przyszedł czas na osobiste spotkanie z Matką, na wylanie duszy przed Nią na opowiedzenie Jej tego wszystkiego co każdy niósł w swoim sercu przez dziesięć dni pielgrzymowania. Przyszedł czas odpoczynku.
O godz. 17:00 pielgrzymi zebrali się na wałach, aby przejść Drogą Krzyżową, którą wspólnie przygotowały grupy zielonogórskie. O 21:00 znów stanęliśmy przed Obliczem Madonny by oddać się adoracji i czuwaniu. Wieczorne modlitwy czuwania upiększył śpiew grup muzycznych z Zielonej Góry. Pomimo, że adoracja trwała do północy nikt nie narzekał zapomniało się o czasie wyznaczanym przez zegary, cóż bowiem znaczą trzy godziny u stóp Tej, która jest aż tak droga sercom, że te serca zdobyły się na to, by dla tych trzech godzin iść przez dziesięć dni w spiekocie, deszczu, kurzu, przezwyciężając przy każdym kroku ból i słabość własnego ciała.
Koniec pielgrzymowania ukoronowany został o północy Eucharystią sprawowaną przez ks. kierownika Krzysztofa Kocza a oprawę liturgiczną przygotowali studenci duszpasterstw akademickiego "STODOŁA" z Zielonej Góry. "Idźcie w pokoju Chrystusa" - usłyszeliśmy, tak, teraz trzeba iść i nieść pokój Chrystusa od naszych domów, zakładów pracy, miast. Teraz trzeba opowiedzieć wszystkim o tym, czego pielgrzymka uczy, opowiedzieć o doświadczeniach drogi.
Pielgrzymka to święty czas, pełen błogosławieństwa i dobroci. To czas uczenia się Boga poprzez uczenie się człowieka i kochanie Boga w człowieku. To czas przezwyciężania siebie, zapominania o sobie po to aby dać siebie innym. To czas nauki stawiania własnych potrzeb w cieniu potrzeb drugiego człowieka. To czas dzielenia się ostatnim łykiem wody, kęsem chleba. To czas wyciągania ręki do brata czy siostry, która w drodze ustaje. To czas wypowiadania słów otuchy i nadziei. Jest to również ten moment, w którym ty doświadczasz troski i miłości, bo przecież to właśnie ty jesteś tym, któremu podano ramię, z którym podzielono się wodą, którego pocieszono. Sam dajesz a jeszcze więcej otrzymujesz.
Droga to właściwy okres dla doświadczania wspólnoty i poznawania siebie. Możesz przeglądnąć się we własnych czynach jak w zwierciadle. Wtedy wyraźnie zobaczysz czy kochasz Boga ponad swoje zmęczone ciało a bliźniego jak siebie samego.
Ten czas którego ja i wielu innych pielgrzymów mogło doświadczać oraz sam fakt tego że pielgrzymka wyruszyła był możliwy dzięki wysiłkom Duszpasterstwa Akademickiego "Stodoła" działającego przy parafii p.w. Świętego Józefa Oblubieńca w Zielonej Górze. To właśnie studenci na czele z ks. Krzysztofem Koczem już na wiele tygodni przed wakacjami trudzili się wokół organizacji tego wyjścia, którego przygotowanie wiąże się z poświęceniem czasu i wysiłku po to aby owe dziesięć dni kroczenia przebiegało sprawnie bez większych niespodzianek i kłopotów.
|